Jarosław Kaczyński: o odwołaniu Marcinkiewicza zadecydowało kierownictwo PiS
„Decyzję o odwołaniu Kazimierza Marcinkiewicza ze stanowiska premiera podjęło kierownictwo PiS” - powiedział we wtorek prezes tej partii Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że prezydent w rozmowach z politykami PiS dawał wyraz niezadowoleniu z pracy Marcinkiewicza, ale nie mógł wprost „wydać polecenia” usunięcia go.
Słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego o tym, że to on kazał „wyrzucić” Marcinkiewicza ze stanowiska szefa rządu, szef PiS nazwał w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie „skrótem myślowym”. Jarosław Kaczyński przyznał jednak, że prezydent wielokrotnie wyrażał przekonanie, że premierostwo Marcinkiewicza jest „złym i szkodliwym dla Polski rozwiązaniem” (...)
Jarosław Kaczyński powiedział dziennikarzom w Sejmie, że decyzję tę podjęło kierownictwo partii, w tym on sam - jako jej szef.
„Decyzja zapadła na posiedzeniu komitetu politycznego i nikt poza samym zainteresowanym nie był przeciw, przy czym zainteresowanego nie było” - zaznaczył. „Zdecydowana większość mocno tego chciała, inni może troszkę się wahali, ale to były dwie, trzy osoby” - dodał.
Szef PiS podkreślił też, że „prezydent od samego początku miał zastrzeżenia co do nominacji (Marcinkiewicza na premiera), ale zgodnie z wolą większości parlamentarnej powołał go”.
„Później, kiedy premier zaczął prowadzić politykę i zagraniczną i wewnętrzną zupełnie sprzeczną z tym wszystkim, o co walczyliśmy od 1990 roku, prezydent był niezadowolony coraz bardziej i dawał w rozmowach z działaczami naszej partii - także ze mną - temu wyraz, ale oczywiście nie mógł wydać tego rodzaju polecenia wprost, to jest skrót myślowy” - podkreślił Jarosław Kaczyński.
Jak relacjonował Jarosław Kaczyński, prezydent mówił działaczom PiS, że kierowanie przez Marcinkiewicza rządem jest „złym i szkodliwym dla Polski rozwiązaniem”.
Szczególnie źle prezydent miał wówczas oceniać politykę zagraniczną rządu, którą określał - według jego brata - jako „fatalną” i zmierzającą do podtrzymania „mechanizmów polityki klientystycznej”.
W ocenie Jarosława Kaczyńskiego, prezydent „miał pewne prawo do wyrażenia swojego zdania”, ponieważ był popierany przez PiS w wyborach.
„To była normalna sytuacja, jaka zawsze istnieje we wszystkich państwach europejskich, jeżeli prezydent jest związany z jakąś siłą polityczną (...) to jest naturalne, że z politykami tej strony rozmawia. Chociaż rozmawia oczywiście też z politykami drugiej strony” - mówił.
Przywołał też sytuację z czasów prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, kiedy na czele rządu stał Leszk Miller. „Kwaśniewski wielokrotnie i to nawet z udziałem opozycji - bo sam brałem udział w takich spotkaniach - zabiegał o to, żeby pan Miller zrezygnował ze stanowiska premiera” - powiedział.
„Nie ma w tym, co się stało, niczego nadzwyczajnego i naprawdę nie szukajcie w tym państwo jakiejkolwiek sensacji, bo żadnej sensacji w tym nie ma” - zaznaczył Jarosław Kaczyński.
Dodaj komentarz |
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Prawo i Sprawiedliwość nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Komentarze (11):












