Czarnecki : o spowolnieniu gospodarki w krajach Europy Środkowej i Wschodniej
Podczas wczorajszej debaty PE na temat spowolnienia gospodarki w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w imieniu Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów głos zabrał poseł Ryszard Czarnecki.
Europoseł PiS zwrócił uwagę na fakt, że „wbrew rządowej propagandzie, (w Polsce) również wyraźnie rośnie bezrobocie, a na [wtorkowej] demonstracji w Warszawie protestowali stoczniowcy, którzy właśnie otrzymali ostatnie pieniądze z należnej im odprawy”.
Czarnecki podkreślał, że kraje Europy Środkowej i Wschodniej zostały głębiej dotknięte przez kryzys niż kraje „starej Unii”, co wynika, m.in., z „większej umiejętności wykorzystywania czy naginania pewnych instrumentów finansowych, teoretycznie zabronionych przez Unię Europejską, przez kraje ”.
Przypomniał także o podwójnych standardach Komisji Europejskiej, która patrzyła „przez palce na pomoc Berlina dla niemieckich stoczni, ale za to samo potępiała władze polskie i kazała zwracać unijną pomoc dla stoczni.”
Zdaniem Czarneckiego, wprowadzenie euro nie rozwiąże kryzysu, o czym świadczy fakt, że konsekwencje spowolnienia gospodarki były dużo poważniejsze na Słowacji niż w Polsce. Konieczna jest z kolei większa solidarność między krajami UE.
Poniżej pełna treść wystąpienia Ryszarda Czarneckiego:
Reprezentuję Polskę - kraj, który być może nie musi przejmować się kryzysem tak, jak na przykład Węgry czy Łotwa, ale w moim kraju, wbrew rządowej propagandzie, również wyraźnie rośnie bezrobocie, a na dzisiejszej demonstracji w Warszawie protestowali stoczniowcy, którzy właśnie teraz otrzymali ostatnie pieniądze z należnej im odprawy.
Według analizy Narodowego Banku Polskiego dynamika procesów recesyjnych w 9 krajach Europy Środkowo-wschodniej była zdecydowanie silniejsza, niż w krajach Europy Zachodniej. Co gorsza, zróżnicowanie pomiędzy poszczególnymi krajami naszego regionu jest większe niż w krajach „starej Unii”. Wynika to po części nie tylko z większej stabilności gospodarek dawnej „piętnastki”, ale też, powiedzmy wprost, z większej umiejętności wykorzystywania czy naginania pewnych instrumentów finansowych, teoretycznie zabronionych przez Unię Europejską, przez kraje „starej Unii”.
Komisja Europejska i komisarz Neelie Kroes patrzyli przez palce na pomoc Berlina dla niemieckich stoczni, ale za to samo potępiały władze polskie i kazały zwracać unijną pomoc dla stoczni. Okazuje się, że w praktyce mamy do czynienia z równymi i równiejszymi, z double standards - podwójnymi standardami. Francuski przemysł motoryzacyjny może dostawać pomoc rządową w większym stopniu niż przemysł motoryzacyjny w krajach „nowej Unii”. To tylko pogłębia dysproporcje.
Pan komisarz mówił o zbawiennej roli euro, ale to chyba żart. Polska nie ma waluty euro i kryzys dotknął nas w mniejszym stopniu, niż Słowację, która wprowadziła euro i konsekwencje kryzysu są tam poważniejsze niż w Polsce. Apeluję o solidarność, o której mówił przedstawiciel EPP, ale mam wrażenie, że jest on w tym zakresie hipokrytą. W tym akurat kontekście hipokryzja nie jest ukłonem wobec cnoty.
Podyskutuj w Strefie Logowania dla sympatyków PiS |










