27.01.2010 | Aktualności | Sejm
Karol Karski o manewrach „Zapad 2009” i „Ładoga 2009”
Podczas posiedzenia połączonych komisji obrony narodowej i spraw zagranicznych wiceszef MON Stanisław Komorowski oznajmił, że możliwe jest prewencyjne użycie przez Rosję broni jądrowej, a w trakcie ostatnich manewrów wojsk rosyjskich ćwiczona była ofensywa przeciwko Polsce – poinformował portal „Wprost 24”. W tej sprawie poseł PiS, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Karol Karski napisał interpelację do Prezesa Rady Ministrów.
Publikujemy komentarz Posła:
Wrześniowe manewry „Zapad 2009” i „Ładoga 2009” formalnie były dwoma odrębnymi działaniami prowadzonymi przez Rosję i częściowo przez Białoruś. W ich trakcie ćwiczono ofensywę na Polskę i państwa bałtyckie.
Manewry te rozpoczynały się od pacyfikacji mniejszości polskiej na Białorusi przez wojska rosyjskie i białoruskie. Zakładano, że doprowadzi to do konfliktu z NATO. W następstwie tego wojska rosyjskie i białoruskie miały przejść do działań ofensywnych na terytorium Polski, odciąć tereny Litwy, Łotwy i Estonii od pozostałych członków NATO, a następnie zająć te państwa. W części morskiej ćwiczono natomiast desant wojsk rosyjskich w miejscu ukształtowaniem przypominającym wybrzeże polskie. Jak po zakończeniu manewrów ogłosili organizatorzy, ćwiczona przez nich ofensywa zakończyła się całkowitym rozgromieniem przeciwnika.
O ćwiczeniu użycia w trakcie tych manewrów broni jądrowej dowiedziałem się od osób obecnych na posiedzeniu komisji. Zwróciłem się zatem o oficjalne potwierdzenie tych informacji. Z odpowiedzi otrzymanej od Ministra Obrony Narodowej wynika, że w manewrach tych uczestniczyły „samoloty wydzielone z komponentu powietrznego Strategicznych Sił Jądrowych Federacji Rosyjskiej”. Minister Klich próbował to jednak bagatelizować, twierdząc, że samoloty te wykonywały jedynie rutynowe działania szkoleniowe „związane z zadaniami zwykle wykonywanymi przez te siły”. Czy jednak w przypadku bombowców przenoszących broń jądrową zadaniem takim nie jest właśnie jej użycie? Wszak wojska zmechanizowane i pancerne też ćwiczyły zadania zwykle przez nie wykonywane.
Manewry te obrazują zasadniczą niesymetryczność sytuacji w sprawach obronnych. Wojska rosyjskie i białoruskie przeprowadzają manewry wojskowe, w czasie których ćwiczą ofensywę na Polskę i państwa bałtyckie, która ma kończyć się zajęciem naszych krajów. Natomiast my w ramach NATO nie przeprowadzamy żadnych ćwiczeń wojskowych, które przygotowywałyby nas do obrony naszego terytorium. W Afganistanie kolejne polskie oddziały wojskowe szkolą się w prowadzeniu wojny przeciwpartyzanckiej. Jakiekolwiek działania mające – choćby symbolicznie – wzmacniać obronność Polski, spotykają się zaś z histerycznymi reakcjami ze strony Moskwy. Rosja zwykle oskarża, że są one wymierzone w jej stronę. Kreml zapomina przy tym, że własnymi działaniami – agresją na Gruzję, ćwiczeniami ofensywy na terytorium Polski i państw bałtyckich, nie wystawia sobie dobrego świadectwa. Do tej pory w ramach poprawności politycznej NATO publicznie nie wskazywało potencjalnego agresora. Nie można jednak być tak ślepym, by nie dostrzegać, że przy braku wskazań z naszej strony, ujawnił się on sam.
Wygląda na to, że Rosja chce uczynić wszystko, aby postrzegano ją jako państwo, które jest w stanie zagrażać swoim sąsiadom, a z drugiej strony dziwi się i oburza tym, że Polska mogłaby być w jakikolwiek sposób broniona.
Na to nakłada się brak aktualnych planów ewentualnościowych obrony Polski, tj. harmonogramu działań, które konkretne jednostki wojskowe państw NATO miałyby podjąć w przypadku agresji na nas. Okazuje się, że te stworzone w 1999 r. już się zdezaktualizowały. Powstały bowiem w zupełnie innej rzeczywistości. Takimi planami – nawet nieaktualnymi – nie są zaś w ogóle objęte Litwa, Łotwa i Estonia. Ich przyjęcie w przypadku państw bałtyckich blokowały Niemcy.
Ten fakty pokazują, że nasza część Europy znajduje się w NATO na zupełnie innych zasadach niż pozostali członkowie sojuszu. W odniesieniu do Polski, państw bałtyckich czy innych państw Europy Środkowo-Wschodniej ma on charakter polityczny, natomiast w stosunku do państw tzw. „starej Europy” – wojskowy. Jeśli tam nastąpi agresja z jakiejkolwiek strony, będzie możliwa obrona. Jeśli zaś zaatakowany zostanie nasz region, możemy w zasadzie liczyć jedynie na zdecydowany protest, ewentualnie na zwrócenie się do agresora z prośbą o rozmowę nt. problemów występujących w relacjach między naszymi państwami.
Do tych problemów dochodzi obniżenie przez rząd Donalda Tuska zdolności obronnych polskiej armii przez wyjątkowo nieumiejętnie przeprowadzone jej uzawodowienie. Obawiam się, że nasze wojsko w przesadnie zmniejszonym stanie, z obecnym nieadekwatnym wyposażeniem nie stanowiłoby sprawnej siły obronnej, zwłaszcza przy braku aktualnych planów ewentualnościowych, które w przypadku agresji na Polskę zakładałyby przyjście jej z pomocą przez inne państwa NATO. Nieskuteczna polityka zagraniczna i fatalna polityka obronna obecnego rządu stanowią w dłuższej perspektywie realne zagrożenie dla Polski.
Publikujemy komentarz Posła:
Wrześniowe manewry „Zapad 2009” i „Ładoga 2009” formalnie były dwoma odrębnymi działaniami prowadzonymi przez Rosję i częściowo przez Białoruś. W ich trakcie ćwiczono ofensywę na Polskę i państwa bałtyckie.
Manewry te rozpoczynały się od pacyfikacji mniejszości polskiej na Białorusi przez wojska rosyjskie i białoruskie. Zakładano, że doprowadzi to do konfliktu z NATO. W następstwie tego wojska rosyjskie i białoruskie miały przejść do działań ofensywnych na terytorium Polski, odciąć tereny Litwy, Łotwy i Estonii od pozostałych członków NATO, a następnie zająć te państwa. W części morskiej ćwiczono natomiast desant wojsk rosyjskich w miejscu ukształtowaniem przypominającym wybrzeże polskie. Jak po zakończeniu manewrów ogłosili organizatorzy, ćwiczona przez nich ofensywa zakończyła się całkowitym rozgromieniem przeciwnika.
O ćwiczeniu użycia w trakcie tych manewrów broni jądrowej dowiedziałem się od osób obecnych na posiedzeniu komisji. Zwróciłem się zatem o oficjalne potwierdzenie tych informacji. Z odpowiedzi otrzymanej od Ministra Obrony Narodowej wynika, że w manewrach tych uczestniczyły „samoloty wydzielone z komponentu powietrznego Strategicznych Sił Jądrowych Federacji Rosyjskiej”. Minister Klich próbował to jednak bagatelizować, twierdząc, że samoloty te wykonywały jedynie rutynowe działania szkoleniowe „związane z zadaniami zwykle wykonywanymi przez te siły”. Czy jednak w przypadku bombowców przenoszących broń jądrową zadaniem takim nie jest właśnie jej użycie? Wszak wojska zmechanizowane i pancerne też ćwiczyły zadania zwykle przez nie wykonywane.
Manewry te obrazują zasadniczą niesymetryczność sytuacji w sprawach obronnych. Wojska rosyjskie i białoruskie przeprowadzają manewry wojskowe, w czasie których ćwiczą ofensywę na Polskę i państwa bałtyckie, która ma kończyć się zajęciem naszych krajów. Natomiast my w ramach NATO nie przeprowadzamy żadnych ćwiczeń wojskowych, które przygotowywałyby nas do obrony naszego terytorium. W Afganistanie kolejne polskie oddziały wojskowe szkolą się w prowadzeniu wojny przeciwpartyzanckiej. Jakiekolwiek działania mające – choćby symbolicznie – wzmacniać obronność Polski, spotykają się zaś z histerycznymi reakcjami ze strony Moskwy. Rosja zwykle oskarża, że są one wymierzone w jej stronę. Kreml zapomina przy tym, że własnymi działaniami – agresją na Gruzję, ćwiczeniami ofensywy na terytorium Polski i państw bałtyckich, nie wystawia sobie dobrego świadectwa. Do tej pory w ramach poprawności politycznej NATO publicznie nie wskazywało potencjalnego agresora. Nie można jednak być tak ślepym, by nie dostrzegać, że przy braku wskazań z naszej strony, ujawnił się on sam.
Wygląda na to, że Rosja chce uczynić wszystko, aby postrzegano ją jako państwo, które jest w stanie zagrażać swoim sąsiadom, a z drugiej strony dziwi się i oburza tym, że Polska mogłaby być w jakikolwiek sposób broniona.
Na to nakłada się brak aktualnych planów ewentualnościowych obrony Polski, tj. harmonogramu działań, które konkretne jednostki wojskowe państw NATO miałyby podjąć w przypadku agresji na nas. Okazuje się, że te stworzone w 1999 r. już się zdezaktualizowały. Powstały bowiem w zupełnie innej rzeczywistości. Takimi planami – nawet nieaktualnymi – nie są zaś w ogóle objęte Litwa, Łotwa i Estonia. Ich przyjęcie w przypadku państw bałtyckich blokowały Niemcy.
Ten fakty pokazują, że nasza część Europy znajduje się w NATO na zupełnie innych zasadach niż pozostali członkowie sojuszu. W odniesieniu do Polski, państw bałtyckich czy innych państw Europy Środkowo-Wschodniej ma on charakter polityczny, natomiast w stosunku do państw tzw. „starej Europy” – wojskowy. Jeśli tam nastąpi agresja z jakiejkolwiek strony, będzie możliwa obrona. Jeśli zaś zaatakowany zostanie nasz region, możemy w zasadzie liczyć jedynie na zdecydowany protest, ewentualnie na zwrócenie się do agresora z prośbą o rozmowę nt. problemów występujących w relacjach między naszymi państwami.
Do tych problemów dochodzi obniżenie przez rząd Donalda Tuska zdolności obronnych polskiej armii przez wyjątkowo nieumiejętnie przeprowadzone jej uzawodowienie. Obawiam się, że nasze wojsko w przesadnie zmniejszonym stanie, z obecnym nieadekwatnym wyposażeniem nie stanowiłoby sprawnej siły obronnej, zwłaszcza przy braku aktualnych planów ewentualnościowych, które w przypadku agresji na Polskę zakładałyby przyjście jej z pomocą przez inne państwa NATO. Nieskuteczna polityka zagraniczna i fatalna polityka obronna obecnego rządu stanowią w dłuższej perspektywie realne zagrożenie dla Polski.
Podyskutuj w Strefie Logowania dla sympatyków PiS |
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Prawo i Sprawiedliwość nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Komentarze (8):pokaż treść wszystkich
sara - 7.02.2010, 17:36
Realista - 31.01.2010, 19:13
Piotr - 30.01.2010, 15:37
ZOGIEN - 29.01.2010, 21:03
Uge - 29.01.2010, 13:56
gosc 2 - 29.01.2010, 12:41
Andrzej - 29.01.2010, 0:38
GOŚĆ - 27.01.2010, 23:21










