05.02.2010 | Wywiady | Sejm | źródło: Nasz Dziennik
„To bardzo dziwny sposób postępowania z koalicjantem”
Anna Ambroziak: W jakiej kondycji znajduje się w Pana ocenie koalicja PO - PSL?
Zbigniew Kuźmiuk: W funkcjonowaniu koalicji PO - PSL doszło do zdarzeń, które w normalnie funkcjonującym państwie powinny zakończyć jej istnienie. Mam tu na myśli m.in. to, co wydarzyło się w ostatni piątek. Donald Tusk przedstawił plan konsolidacji i rozwoju finansów publicznych jako program rządu, o którym to z kolei dzień wcześniej wicepremier Waldemar Pawlak powiedział, że jest to jakiś indywidualny program Tuska i on nic o tym nie wie. Program konsolidacji nie jest zwykłym świstkiem papieru; to program określający budżet państwa na najbliższe trzy lata. A więc to, co zostało w nim zapisane, będzie wyznaczało limity wydatków budżetowych. Robienie więc tego bez udziału koalicjanta i przedstawianie opinii publicznej jako programu rządowego w moim wyobrażeniu o wspólnym rządzeniu już się nie mieści. Chciałbym tu też dodać, że po prezentacji programu pojawiły się krytyczne wypowiedzi posłów PSL (także członków rządu). Podkreślali oni absolutną niestosowność takiego sposobu traktowania koalicjanta przez premiera; mieli również poważne uwagi do zawartości programu. Ale o końcu koalicji za wcześnie jeszcze mówić. Tych niesnasek w każdej koalicji bywa sporo i sporo ich było przez 2,5 roku działania obecnej koalicji.
A.A.: Inną spektakularną - jak Pan to określił „niesnaską” w ostatnim czasie był konflikt między minister pracy Jolantą Fedak a szefem resortu finansów Jackiem Rostowskim. I ostatecznie PSL przeszło nad tym do porządku dziennego.
Z.K.: Chciałbym przypomnieć, że minister Fedak została namówiona przez ministra finansów do zaproponowania daleko idących zmian w systemie emerytalnym i nawet oboje na wspólnej konferencji prasowej te zmiany przedstawili. Następnie minister Michał Boni z kancelarii premiera mówi o jakiejś innej koncepcji i okazuje się, że premier przyjmuje właśnie jego punkt widzenia. Więc minister Fedak została pozostawiona sama sobie. To bardzo dziwny sposób postępowania z koalicjantem.
A.A.: Jak interpretować takie posunięcia potężnego bądź co bądź koalicjanta?
Z.K.: Czasami można odnieść takie wrażenie, że PO robi PSL na złość. Te przykłady, które przedstawiłem, to tylko wierzchołek góry lodowej. Sądzę, że brak należytej współpracy pomiędzy koalicjantami nie wpłynie na atmosferę przyszłych wyborów parlamentarnych. Platforma na pewno zdaje sobie sprawę z faktu, że funkcjonowanie w ramach koalicji w znacznej mierze się opłaca - w końcu koalicja to setki stanowisk kierowniczych, które zajmują działacze obydwu partii i w tzw. centrali, i w terenie. Poza tym realizuje się pewną listę swoich założeń. Zyski są obustronne. Tyle że niedobrze jest, kiedy większy koalicjant gnębi mniejszego. Istnieje pewna granica i wydaje mi się, że PO bardzo się do niej zbliżyła.
A.A.: Dziękuję za rozmowę.
Zbigniew Kuźmiuk: W funkcjonowaniu koalicji PO - PSL doszło do zdarzeń, które w normalnie funkcjonującym państwie powinny zakończyć jej istnienie. Mam tu na myśli m.in. to, co wydarzyło się w ostatni piątek. Donald Tusk przedstawił plan konsolidacji i rozwoju finansów publicznych jako program rządu, o którym to z kolei dzień wcześniej wicepremier Waldemar Pawlak powiedział, że jest to jakiś indywidualny program Tuska i on nic o tym nie wie. Program konsolidacji nie jest zwykłym świstkiem papieru; to program określający budżet państwa na najbliższe trzy lata. A więc to, co zostało w nim zapisane, będzie wyznaczało limity wydatków budżetowych. Robienie więc tego bez udziału koalicjanta i przedstawianie opinii publicznej jako programu rządowego w moim wyobrażeniu o wspólnym rządzeniu już się nie mieści. Chciałbym tu też dodać, że po prezentacji programu pojawiły się krytyczne wypowiedzi posłów PSL (także członków rządu). Podkreślali oni absolutną niestosowność takiego sposobu traktowania koalicjanta przez premiera; mieli również poważne uwagi do zawartości programu. Ale o końcu koalicji za wcześnie jeszcze mówić. Tych niesnasek w każdej koalicji bywa sporo i sporo ich było przez 2,5 roku działania obecnej koalicji.
A.A.: Inną spektakularną - jak Pan to określił „niesnaską” w ostatnim czasie był konflikt między minister pracy Jolantą Fedak a szefem resortu finansów Jackiem Rostowskim. I ostatecznie PSL przeszło nad tym do porządku dziennego.
Z.K.: Chciałbym przypomnieć, że minister Fedak została namówiona przez ministra finansów do zaproponowania daleko idących zmian w systemie emerytalnym i nawet oboje na wspólnej konferencji prasowej te zmiany przedstawili. Następnie minister Michał Boni z kancelarii premiera mówi o jakiejś innej koncepcji i okazuje się, że premier przyjmuje właśnie jego punkt widzenia. Więc minister Fedak została pozostawiona sama sobie. To bardzo dziwny sposób postępowania z koalicjantem.
A.A.: Jak interpretować takie posunięcia potężnego bądź co bądź koalicjanta?
Z.K.: Czasami można odnieść takie wrażenie, że PO robi PSL na złość. Te przykłady, które przedstawiłem, to tylko wierzchołek góry lodowej. Sądzę, że brak należytej współpracy pomiędzy koalicjantami nie wpłynie na atmosferę przyszłych wyborów parlamentarnych. Platforma na pewno zdaje sobie sprawę z faktu, że funkcjonowanie w ramach koalicji w znacznej mierze się opłaca - w końcu koalicja to setki stanowisk kierowniczych, które zajmują działacze obydwu partii i w tzw. centrali, i w terenie. Poza tym realizuje się pewną listę swoich założeń. Zyski są obustronne. Tyle że niedobrze jest, kiedy większy koalicjant gnębi mniejszego. Istnieje pewna granica i wydaje mi się, że PO bardzo się do niej zbliżyła.
A.A.: Dziękuję za rozmowę.
Podyskutuj w Strefie Logowania dla sympatyków PiS |
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Prawo i Sprawiedliwość nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Komentarze (1):pokaż treść wszystkich
gość z drogi - 5.02.2010, 15:28










